Archiwa tagu: żłobek

mama wraca do pracy, czyli o bezradności słów kilka

Jak w tytule. Wracam. Przynajmniej tak mi się wydawało. Znalazłam posadę na 1/2 etatu. Nic wielkiego, płaca średnia, ale chęć powrotu do życia społecznego, wygrzebania się spod pieluch, smarków i rozrzuconych na podłodze chrupek kukurydzianych, napawała mnie optymizmem.

Piszę w czasie przeszłym, bo jak się okazuje – nic nigdy nie jest tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Czy mam do siebie żal, że w pewnym sensie pozostawiam dziecko…? To raczej niezrozumiała frustracja. Kiedy wyglądam przez okno i widzę matki przesiadujące w piaskownicy ze swoimi pociechami, zupełnie jak kury na grzędzie, poddaje w wątpliwość moja chęć powrotu. Czarę goryczy przelewa fakt braku możliwości gminnego dofinansowania żłobka dla Kurki, mimo wcześniejszych zapewnień właścicielki i prawdopodobny z tego tytułu przymus poszukiwań opiekunki domowej w niepełnym wymiarze.

 

Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie mój powrót po tych dwóch latach. Nie chodzi o fanfary i konfetti, super hiper pakiet socjalny, czy pensję powyżej średniej krajowej. Wiedziałam, że dla całej naszej  trójki to będzie trudny moment, ale nie myślałam, że na tyle, aby rozważać całkowitą rezygnację z jakiejkolwiek pracy.

bez tytułu

Babcie i dziadkowie Kurki są albo czynni zawodowo, albo zbyt daleko by się nią zająć. Widok jej samej ze łzami jak ziarna fasoli, gdy zamykam drzwi żłobka – dobijający.  Jedyne co do tej pory zyskałyśmy to Kurka katar, ja anginę (no cóż, nie wszyscy rodzice wypuszczają z domu zdrowe pisklaki). Chciałabym traktować wszystkie te trudności w organizacji opieki nad Kurką jako impuls do działania, do koncentracji wysiłku nad czymś co sami wykreujemy, ale chyba nie potrafię. Zawsze byłam jeną z tych, co szklankę widzą w połowie pustą; dlaczego teraz miałoby być inaczej…? Ktoś powie: przecież tu chodzi o Twoje dziecko! No i chyba właśnie dlatego-gdyby chodziło tylko o mnie, po prostu wzięłabym to na klatę. Sprawy dotyczące dziecka są zbyt emocjonalnie obciążające. Tak już po prostu mam.

 

Inna sprawa to sam fakt, że w mojej (lub podobnej) sytuacji jest tysiące matek w Polsce: chcą iść do pracy, ale nie mogą, nie chcą iść, ale muszą, a jak już się zdecydują na któryś wariant, to albo brakuje pieniędzy na życie, albo czasu by móc posiedzieć z własnym dzieckiem w piaskownicy. Jak kura na grzędzie.

 

Obecnie rozważam pomoc niani. Biorąc pod uwagę ceny w Naszym Mieście, to chyba będę zmuszona sprzedać własne organy. Mówią, że jeśli chce się zmieniać świat, to należałoby zacząć od siebie i faktycznie coś w tym jest. Nie mam na siebie pomysłu, trochę mnie wyjałowiło macierzyństwo.

Kurka leży obok, tuli się. I pewnie się zastanawia, co ta mama tak stuka w tą czarną deskę. Niestety, z bezradności.

bez tytułu